Poszukaj w Google...

czwartek, 14 czerwca 2012

I stał się cud

W ostatnim wpisie żaliłem się na banki. Szukałem takiego który zrobi mi dobrze, a wymagań nie miałem wcale wielkich - zresztą sami sobie poczytajcie tutaj. Po tym co opisałem poprzednio zwróciłem swe oczy na FM Bank, który na swojej stronie pędzlem anonimowego marketoida wypisuje duby smalone o swej przyjazności dla mikroprzedsiębiorstw. Chwali się indywidualnym podejściem, unikalnym systemem oceny zdolności i innymi górnolotnymi frazesami opisuje swą zajebistość. Poczytajcie zresztą sami te brednie. Jeden telefon do doradcy i warunek 12 miesięcy istnienia firmy jest nie do obejścia, ani przeskoczenia.  Nie bo nie i koniec. Obiecywane indywidualne podejście wyparowało zanim się objawiło.

Miałem już wtedy dosyć, a w desperacji człowiek robi różne dziwne rzeczy. Spojrzałem więc na bank z którego kiedyś próbowałem korzystać, ale jakoś mi nigdy nie pasował - mBank. Nie wiem dlaczego, ale jakoś go nie lubiłem. Na stronie napisali że przy otwarciu rachunku można zaznaczyć kredyt w rachunku do 10 tys. zł, czyli tyle ile potrzebowałem. Napisali też że firma nie musi istnieć 12 miesięcy. No sami na to popatrzcie - jak wół stoi. Z ciekawości wypełniłem wniosek o otwarcie rachunku online, zajęło mi to 5 minut. Jak nie dadzą to zamknę równie szybko, co mi szkodzi spróbować. Zaznaczyłem podpisanie umowy w oddziale w pobliskim centrum handlowym. Po zakończeniu wypełniania wniosku - system poinformował mnie że już mogę udać się do owego oddziału. Uczyniłem to niezwłocznie. 

Pan w oddziale (taka wysepka w pasażu handlowym) obejrzał uważnie mój  dowód osobisty, ale nawet go nie skanował czy kserował. Oddał z uśmiechem, wydrukował w sumie 6 kartek dwustronnie (po 3 dla każdego z nas) i poprosił o podpisanie. Potem dostałem kopertę z tymczasowymi hasłami, wizytówkę, a wszystko to zapakował w zwykłą koszulkę foliową. Zanim dojechałem do domu - dostałem już dwa maile z podziękowaniem za otwarcie rachunku w mBanku i instrukcją logowania. Po zalogowaniu na koncie ujrzałem 9800 zł przyznanego debetu (200 zł to koszt udostępnienia). 

I oto cud się stał. Bez prężenia się przed konsultantem w oddziale jaki to jestem prężny i znakomity, bez opowiadania o dochodach i obrotach mojej firmy, bez słuchania że mam wyuzdane wymagania bo KNF pilnuje banków i one nie mogą tego co ja chcę, bez snucia planów o jej przyszłości, bez PITa za zeszły rok,  bez dawania pod zastaw domu, bez prezentacji kwitów o niebyciu wielbłądem, bez wyciągu za ostatnie 18 lat z rachunku bankowego w starym banku, bez oświadczenia o byciu zdrowym na umyśle, bez konieczności klękania na bankowych marmurach dzierżąc w drżących dłoniach zaświadczenia z US i ZUS o byciu potulnie i regularnie dojonym przez państwo. Bez tych wszystkich świstków i bez utraty czasu. Cennego czasu. I mam swój upragniony debet w rachunku firmowym. Wszystko zajęło godzinę - od A do Zet. I bez ślicznych wizytówek i tekturowych okładeczek, marmurów, skórzanych foteli i całej tej otoczki mającej wmówić mi że BANK to nie jest byle co... Wyższa kultura bankowości - śmiech na sali...

A zatem drogie Kredyty Rolnicze z odległej Francyi, drogi Banku Millennium rdzennie polskim, oraz niemniej drogi IdeaBanku równie rodzimym. Serdecznie dziękuję Wam za skuteczne podcinanie skrzydeł i podstawianie nogi. Jak widać nie trzeba wcale błagać Was o indywidualne spojrzenie na potrzeby klienta, bo jest bank który potrafi dać mu to czego chce bez jęków i błagań z jego strony. I nawet nie chce żadnego świstka. Rachunki w wymienionych wyżej bankach zlikwiduję do końca tego roku definitywnie. Zarabialiście na mnie - pomóc nie chcieliście - a zatem nie dostaniecie nic. I wiem ze jestem za mały żeby Was to obchodziło dzisiaj, ale takie na ten przykład Apple Inc. też kiedyś było małe, a dzisiaj to ono wybiera z jakim bankiem rozmawia. Historia lubi zaskakiwać.

Przyjazność banków dla małego biznesu...

Firma moja istnieje już ponad trzy miesiące i postanowiłem postarać się o wygodny kredyt obrotowy, czyli linię kredytową w rachunku firmowym. Jako że konta firmowe mam dwa - jedno w Idea Bank (podpadli mi na początku współpracy i używam go tylko do płacenia ZUS/US), a drugie w Credit Agricole (mam tam konto prywatne, wspólne z żoną od pięciu lat).

Zaraz po założeniu firmy Idea Bank był skłonny dać mi oszałamiające 2 tys. zł, ale z racji ich wpadki z aktywacją konta - zrezygnowałem i odrzuciłem ten hojny gest. Credit Agricole wcale się zaś nie popisał - usłyszałem że na taki wypasiony kredyt to firma musi istnieć minimum rok. A chciałem raptem 10 tys.zł.

Właściwie to daję sobie radę bez kredytu, ale chciałem mieć bufor finansowy - od dostawcy biorę sprzęt  dla klienta z terminem 21 dni. Fakturę dostaję 3 dni później, więc w momencie refakturowania klientowi - jestem 3 dni terminu już w plecy. Klientowi muszę dać minimum 14 dni, a ten mi płaci po ok. 17-18. Do tego dochodzi fantastyczny system rozliczeniowy Elixir, który działa jak w epoce pary a nie w XXI wieku. No i kasa trafia do mnie, a ja za pomocą owego Elixiru - przelewam ją dostawcy. Kupa czasu zmarnowana. Nie lubię mieć opóźnień - stąd chęć zaatakowania problemu kredytu raz jeszcze. 

Telefon do CA na infolinię. Nie, nie da się, minimum 24 miesiące istnienia firmy (pewnie zanim dojdę do oddziału to będzie 36 miesięcy). Uparłem się że chcę się spotkać z doradcą i pan zapisał to w swym systemie. Było około południa, obiecano kontakt jeszcze tego samego dnia. Słowa oczywiście nie dotrzymano. Telefon zadzwonił następnego ranka. Pani szalenie miła, przeprosiła że nie wczoraj i takie tam. Wyłuszczyłem o co mi chodzi i jak wygląda sytuacja i że oczekuję indywidualnego podejścia do klienta, a nie bezmyślnego wrzucenia danych w kompa i czekanie na to co on odpowie. Pani obiecała że się tym zajmie. Cisza trwała trzy tygodnie. Przerwałem ją sam, dzwoniąc ponownie na infolinię. Pani pobudzona do działania - zadzwoniła niebawem. Jednakże wymóg 12 miesięcy istnienia firmy na rynku okazał się nie do przejścia za nic na świecie. Banku nie interesowały podpisane umowy serwisowe, rosnące z miesiąca na miesiąc obroty i przychody. 

Po rozmowie z panią od CA - wszedłem na stronę Idea Banku i kliknąłem że chcę pogadać o kredycie. System zarejestrował, niebawem zadzwonił pan i wysłuchał potrzeb. Standardowe bla bla o tym że firma musi istnieć 12 miesięcy i takie tam duperele. Wyjaśniłem że mnie nie interesuje co on ma w systemie - chcę indywidualnego podejścia do moich potrzeb - bo kredyt potrzebny jest mi teraz. Za rok to mam w planie mieć kapitał obrotowy - więc jak chcą zarobić na mnie - to tylko teraz. Pan zatem umówił mnie z doradcą na następny dzień - w oddziale. 

Wizyta w oddziale była całkiem sympatyczna. Pani uważnie wysłuchała czego oczekuję i powiedziała że w takim przypadku jak mój (firma nowa, ale ma klientów i obroty) jest możliwość odstępstwa, z tym że potrzebne będzie:
- świadectwa pracy dokumentujące moje doświadczenie w branży IT (no bo firma w niej działa)
- PIT za zeszły rok
- wyciąg z konta osobistego za pół roku
- wyciąg z Książki Podatkowej 
- zaświadczenie od księgowego że płacę ZUS/US (tego nie kumam - płacę z ich konta - widać przecież)

W sumie śliczna kupka papierów. Jeszcze musiałem zeznać jakie mam karty kredytowe i kredyty. Wszystko to dla głupich 10 tys. zł. Po prostu niewiarygodne. A na stoliku stała ulotka z informacją że dla nowych firm oferują kredyt na start do sumy chyba 80 tys. zł, w oparciu o oświadczenie o planowanych dochodach. Ktoś może mi wyjaśnić logikę takiego postępowania? Na deser zaś mała ciekawostka - osoba prowadząca działalność gospodarczą odpowiada za swoje zobowiązania całym majątkiem. Oznacza to że kredyt o takiej niskiej wartości jest z definicji zabezpieczony - bo w sumie każdy ma trochę gratów z których się te 10 tys. uskłada. Ponadto nic nie stoi na przeszkodzie aby osobnik taki podpisał weksel na sumę kredytu. To bankowi znacząco upraszcza ewentualną egzekucję. Weksel jest standardowym zabezpieczeniem przy kredytach samochodowych. Po co więc żądać tylu papierów, kopiować je, kisić w segregatorach? Czyżby sztuczna praca? Aby bezrobocia nie było? To chyba już wiem po co te wszystkie biurowce na Służewcu Przemysłowym w Warszawie.

Co by jednak nie mówić - już po czterech dniach odpowiedź odmowna. Podejście banku jest po prostu śmieszne. Reklamują się jako bank przyjazny małemu biznesowi - serdecznie dziękuję za taką przyjazność. Generalnie to była druga wtopa banku. Na trzecią nie czekam. Zwijam konto w tym żałosnym "banku". Jestem po prostu zniesmaczony podejściem do klienta i bzdurnymi wymogami. Najzabawniejszy był powód odrzucenia - analiza wykazała że nie zajmuję się dokładnie tym czym na etacie wcześniej. Ciekawe jak to wykryli skoro obsługuję tych samych klientów, robiąc dokładnie to samo co wcześniej. Zmieniło się tylko to że na własny rachunek i się rozwijam.

Sprawdziłem jeszcze co oferują Millennium (mam u nich jedno konto) - standardowe 12 miesięcy istnienia, BNP Paribas - to samo. Zerowa elastyczność w sektorze małych firm. Alior Bank reklamujący się hasłem o wyższej kulturze bankowości i eksponujący meloniki w oddziałach okazał się wręcz bankiem wybitnie nieprzyjaznym. Na stronie internetowej jest informacja że firma może nawet startować na rynku i dadzą kredyt w rachunku firmowym. W oddziale jest to zaś przedstawiane jako wyjątkowa opcja, odstępstwo i wręcz magiczne działanie. Do tego Alior życzy sobie planu finansowego na najbliższe 5 lat. Owszem, mam taki plan - brzmi on "zdrowym być i zarabiać pieniądze". O zaświadczeniu z ZUS i US to nie wspominam. PIT za zeszły rok chętnie obejrzą i umowy z klientami. A wszystko to dla 10 tys. zł. No i mogą zażądać jakiegoś zabezpieczenia. Na koniec najlepsze - muszę sam osobiście powypełniać druczki i inne cuda żeby mój wniosek poszedł do analizy. Jeśli tak wygląda wyższa kultura bankowości to wolę pozostać na swym niższym poziomie prostactwa.

Wolę zarabiać pieniądze niż tracić czas na rozmowy z bankowym betonem i wypełnianie stosu kwitów. Szkoda mi papieru na to. Wszystkim bankom które odwiedziłem życzę szybkiego padu. Nie zrobię z Wam nic więcej, choćbyście na kolanach błagali. Też będę nieelastyczny. Moja firma da sobie radę, najwyżej pół roku dłużej to potrwa, ale banki nie zarobią na mnie. W sumie to dzięki temu będę miał po prostu więcej kasy, której nie zostawię w Waszych marmurowych pałacach.

Podsumowanie jest takie - jeśli zaczynasz działalność gospodarczą licz się z tym że każdy będzie chciał Cię złupić i podstawić nogę zamiast pomóc. Nie licz na pomoc ze strony banków. Nie są elastyczne. Bez względu na to jak się reklamują. Otworzą Ci konto, będą pobierać kasę za jego prowadzenie, dadzą kredyt gotówkowy (którego nie chcę, ale dla nich jest wygodny i dobrze wygląda w statystykach), nie zrozumieją czego oczekujesz. Nie będą partnerem.

A na koniec - zna ktoś mały, fajny bank, z dobrym dostępem przez net do którego mogę przenieść swoje konta? Muszę ukarać CA, Millennium i IdeaBank za ich schematyczne podejście do moich potrzeb...

wtorek, 12 czerwca 2012

Cudny idiotyzm

Z racji posiadania kwatery głównej na ulicy Postępu - czasem tam bywam. Dzisiaj przyszło mi posiedzieć w pracy nieco dłużej, czymś więc trzeba było zapchać żołądek. Zapragnąłem pizzy, ale w portfelu tylko plastik. No to szukamy pobliskiego bankomatu. Odpaliłem Google i oto co ujrzałem:


Punkt z literką A to bankomat Euronetu - oddalony ode mnie o 350 metrów. No to idę.Urządzenie mieści się w biurowcu szacownej firmy PlusGSM. Wchodzę do holu i się rozglądam. Bankomatu nie widać. Pytam więc ochronę stojącą z dumną miną i słuchawką w uchu. I dowiaduję się że bankomat owszem jest, ale tylko dla pracowników Plusa. WTF??? Informacja o tym że jest on dostępny tylko dla pracujących w budynku jest podana jako opinia - kliknijcie w literkę A na powyższej mapce i potem w Opinie. Nie jest czytelna i wyraźna od razu. To po co w ogóle publikować informacje o niedostępnym bankomacie?

Zasadniczo nie ma się o co czepiać. Firma dba o personel, fundnęła im bankomat. Tyle że ostatnimi czasy przybyło sporo biurowców i mieszkań w okolicy i może pora postawić to urządzenie bliżej ludzi? Nadal będzie dostępne dla pracowników, którym przecież korona z głowy nie spadnie jak będą go mieli po drugiej stronie bramek wejściowych.

A na zakończenie - żeby tylko bankomat w Plusie nie skończył jak budka telefoniczna w K.S. Tęcza ;-)


Przewijamy do 6:24 i delektujemy się dialogiem ze sprzątaczkami;-) Dla leniwców link poniżej: