Poszukaj w Google...

piątek, 9 października 2009

Granice sztuki?

Wcale nie chodzi mi o granice sztuki, wiem że ona jest bezgraniczna. Nie mam też ochoty na wywody o tym jak daleko można się posunąć w sztuce - bo wszystko jest sztuką, tylko nie dla każdego poprawną w odbiorze. Nie miałem po prostu pomysłu na tytuł notki dzisiejszej. I nadal zresztą nie mam;-) A o czym to ja dzisiaj chciałem mówić? Aaaaa, wiem. O muzyce znowu i teledyskach. Albowiem jako miłośnik muzyki wszelakiej skupiam się wyłącznie na muzyce, czasem na nazwisku wykonawcy, z rzadka na teledysku. Nie zagłębiam się w szczegóły dyskografii zespołów, nie zapamiętuje dat powstania grupy, życiorysów członków, fluktuacji składu. To mnie nie interesuje. Muzyka albo mi się podoba, albo nie.

Skutkiem powyższego jest muzyka zawsze gdzieś obok mnie, umilająca mi życie. W samochodzie mam płytki CD z taka mieszanką stylów i gatunków że nawet moja żona się dziwi, a to anielskiej cierpliwości białogłowa jest. Jak zaznaczyłem - muzyki słucham, nie oglądam. Stąd absolutna nieznajomość teledysków. Dzisiaj kolega podrzucił mi linka do teledysku zespołu, którego nazwę pamiętam bo kapela mi pasuje dźwiękowo. Chodzi o Rammstein i ich dzieło pt. German Pussy - co nasze można przetłumaczyć jako Germańska Cipka. No to było już ciekawe - więc kliknąłem  http://visit-x.net/rammstein i po 3 minutach wystrzeliło mnie z kapci... To teraz obejrzyjcie sobie w spokoju, a ja poczekam...

No i? Co powiecie? Jeszcze sztuka, czy już pornol? Tekst + filmik mają jednoznaczną wymowę. Jednak sposób realizacji teledysku - pornograficzny do końca nie jest - nie ten typ i styl ujęć (wiem co mówię - widziałem pornola jak każdy normalny facet). Montaż zasługuje zdecydowanie na brawa za doskonałą dynamikę - świetnie się ogląda. Z drugiej strony - widoczne genitalia - niejedną bogobojną niewiastę zmuszą do spowiedzi w najbliższy weekend. Teledysk dzisiaj wydaje się być strasznie obrazoburczy - pokazuje to, o czym się głośno raczej nie mówi. Nie mówi się, ale to nie znaczy że się nie robi;-) Feministki rozedrą się zaraz  o uprzedmiotowieniu kobiet i wykorzystania ich w roli seksualnych naczyń, katolicy na temat pokazanych w teledysku zmarnowanych, nie dających życia wytrysków. Do boju pójdą inni, czujący się pokrzywdzeni obejrzanym obrazem. A ktoś wam kazał to obejrzeć? A nie było ostrzeżenia?

Emisja tego teledysku w mediach klasycznych wydaje się dziś absolutnie niemożliwa. Jest on w naszych czasach skazany na byt wyłącznie w internecie. Co ciekawe - w internecie więcej osób może go zobaczyć (i docenić kunszt) niż w MTV;-) Marketing wirusowy to potęga. Zapewne za ileś lat zostanie pokazany  w programie publicystycznym, gdzie dwie mądre głowy uznają go za pierwsze, nieśmiałe próby zerwania jarzma politycznej poprawności, pokazania prawdziwego świata itp. ;-)  Punkt widzenia zależy przecież od punktu siedzenia. To stara prawda...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz