Poszukaj w Google...

wtorek, 28 lipca 2009

Ebooki

W maju odbyły się kolejne targi książki w Pałacu Kultury w Warszawie. Różniły się od poprzednich dwoma drobiazgami - audio i e-booki. Te pierwsze to coś o czym od lat marzą niewidomi. Tyle że (brutalnie mówiąć) jest ich za mało. Dlatego pomysł wydawania książek czytanych nie jest skierowany do niewidomych, a raczej do zapracowanych biznesmenów, oraz kierowców zawodowych. Jedynie przy okazji do niewidomych. Ale ważne jest że to właśnie oni są najbardziej zainteresowaną grupą użytkowników takich pozycji literackich. 

Drugim elementem jest e-book. Amazon sprzedaje z sukcesem swojego Kindle - czytnik ebooków który jest niczym innym jak wielkim ekranem wykonanym w technologii elektronicznego papieru. Umie toto pobrać książkę z e-sklepu Amazona i wyświetlić ją na ekranie. I to już koniec możliwości. Kosztuje taka zabawka kilkaset dolarów i póki co jest ograniczona do krajów anglojęzycznych. Żeby było zabawniej - jak się niedawno okazało - można zdalnie skasować zakupione książki (no nie do końca zdalnie - one znikają przy kolejnej synchronizacji konta). 

Dlaczego o tym piszę? Bo chcę coś porównać i wykazać. Przygotowanie audiobooka kosztuje i to dość dużo. Trzeba zatrudnić aktora który przeczyta i reżysera dźwięku który obrobi. Powinien być jeszcze realizator, ale w dobie oszczędności... Potem mamy plik elektroniczny ktory zawiera audiobooka. Trzeba dorobić okładkę (projekt i druk), wytłoczyć płytę i w końcu sprzedać towar. 

W przypadku e-booka jest prościej. Wydawnictwo ma książkę do której kupiło prawa wydawnicze. Oczywiście o ile udało się przy okazji kupić prawa do wersji elektronicznej, bo to wcale takie proste nie jest - wydawcy żyją nadal w okolicy roku 1970 i nie do końca zdają sobie sprawę ze współczesnych możliwości. Sztab redaktorów i tłumaczy przygotował ją do procesu drukarskiego. Jeżeli jest to książka bez obrazków - sprawa jest prosta. Wystarczy wybrac opcję Print - wskazać wirtualną drukarkę PDF i po chwili mamy gotowy plik z e-bookiem. Książka ukazuje się w postaci papierowej, oraz za pomocą odpowiedniej platformy - elektronicznej. W Polsce nad taką platformą, podobna do Amazona pracuje nasz Kolporter. Ich propozycja - czytnik za ponad 1200 zł, e-książka za połowę ceny wersji papierowej, do tego w dziwnym formacie i jakieś wypasione zabezpieczenia antypirackie za kolejną kupkę kasy. GRATULUJĘ!!!

Jak wygląda rzeczywistość? Nikt normalny nie wyda ponad 1000 zł za urządzenie które poza wyświetlaniem stron książek nie umie nic! Tym bardziej w dobie smartfonów, z dużymi ekranami i na deser - dotowane przez operatora (lipiec 2009 - Era dotuje G1 - cena 49 zł z dwuletnim kontraktem - z aplikacją darmową jjReader - do czytania ebooków jest wyśmienity). Nikt nie kupi książki elektronicznej za połowę ceny zwykłej. Nikt nie będzie się użerał z zabezpieczeniami i udowadniał że jest legalnym userem. No dobra, ktoś taki się znajdzie. Może nawet kilka osób. Kolporter boleśnie przekona się że to błędne założenia. A dlaczego?

Ano dlatego że nie da się zabezpieczyć książki elektronicznej. Są na świecie ludzie (i jest ich niemało) którzy w dniu premiery wersji papierowej pójdą do księgarni, kupią ją, obetną grzbiet i położą luźne kartki na dwustronnym automatycznym skanerze. Po godzinie, góra dwóch - maja śliczny ebook. Bez żadnych zabezpieczeń w najpopularniejszym formacie TXT. Formacie jaki otworzy każdy telefon komórkowy i komputer, oraz kasa fiskalna. Plik ten ląduje następnie na kilku serwerach i po ok. 24h jego dystrybucja jest nie do zatrzymania. Do pobrania z internetu bez większego wysiłku. Google w odpowiedzi na inteligentnie zadane pytanie dostarczą odpowiedź z linkiem. Wszelkie nowości wydawnicze są w tej postaci dostępne niemal od ręki. 

Na dzień dzisiejszy (data publikacji tej notki) w  internecie jest dostępnych około 12 tysięcy ebooków w naszym ojczystym jezyku. Dwa lata temu było to ok. 2000 tytułów. Skala zjawiska jest potężna i o czymś świadczy. O czym? Zgadnijcie sami i dostosujcie do tego model biznesowy...

Producenci audiobookow - info dla Was. Póki co możecie chrapać spokojnie. Nikt nie będzie męczył się z czytaniem książki do mikrofonu i obróbką tego. Ale nie śpijcie zbyt głęboko. Zabezpieczenie pliku nawet najwymyślniejszym algorytmem przegra z prostym programem - Mega Sound Recorder. Małe toto, chuderlawe, ale potrafi nagrywac cokolwiek przeleci przez głośniki komputera. W tym również legalny, zabezpieczony plik audio. Zapisuje go do mp3 - bez zabezpieczeń. Resztę sobie dośpiewajcie...

I na koniec wróżba. Mamy rok 2009. Obstawiam że za 20 lat książka papierowa przestanie istnieć. Takoż i papierowa prasa. Oczywiście mam na myśli skalę masową. Papierowe wydawnictwa będą rarytasami i produktami niszowymi - tak jak dziś płyta analogowa. Kto nie podąży za zmianami - przegra sromotnie. I doskonale wiedzą o tym wszyscy menedżerowie - tylko że wygodnie im na ich stołkach, więc póki co palcem nie kiwną - dopóki nie będzie za późno...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza