Poszukaj w Google...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

Idea Bank - jest śmiesznie...

Pisałem niecały rok temu o tym jak to banki podchodzą do małego biznesu. Dla tych co nie czytali - tutaj link. Minął prawie rok mojej działalności gospodarczej, konto w Idea Banku nadal posiadam, używam go wyłącznie do płacenia zeń  ZUS i podatków. Kasa pojawia się na nim na chwilę przed koniecznością jej przelania do właściwego urzędu. Robię tak za karę, bo obiecałem Idea Bankowi że moimi pieniędzmi obracał nie będzie. Podpadli mi dwa razy, wystarczy. 

Dzisiaj znowu napiszę o tym przezabawnym banku, bo ich system informatyczny jest jakąś niesamowita parodią tego jak powinna działać bankowość elektroniczna i nie mogę po prostu przejść obok bez zwrócenia na to uwagi. Moje konto składa się w sumie z trzech - firmowe, osobiste i oszczędnościowe. Nie zwracałem na nie większej uwagi bo raptem ze dwa razy miałem konieczność przelania czegoś między nimi, ale ostatnio robiłem kilka bardziej zaawansowanych rzeczy i zauważyłem jak bardzo partyzancki jest system obsługi. 

Sytuacja nr 1 - przelew między rachunkami jednego konta. Puszczam przelew z oszczędnościowego na firmowe. Czas operacji - ok. 20 minut. Nie da się szybciej. Co ciekawe - nie odświeżają się poprawnie salda rachunków. Nie pomaga odświeżanie strony, dopiero przelogowanie na koncie załatwia sprawę. Przelew przeszedł.

Sytuacja nr 2 - przelew między rachunkami dwóch podmiotów. Całe 5 zł. Odpalam w jednej przeglądarce jedno konto, a w innej drugie konto. Puszczam przelew. Na liście pojawia się on ze statusem iż jest w realizacji, ale stan dostępnych środków się nie zmienia. Mija 25 minut - bez zmian. Nie pomaga odświeżanie strony ani na koncie wysyłającym, ani na koncie które ma odebrać kasę. Zatem wylogowanie z konta wysyłającego i ponowne logowanie - nadal bez zmian. Odświeżenie strony - BINGO! - kasa zeszła, przelew ma status zrealizowanego. Zaglądam na konto odbierające - a tam nadal pustką wieje. Odświeżenie strony - nic, przelogowanie - nic, znowu odświeżenie - jest kasa. 

Sądzić można by, że to jednostkowy przypadek, jakiś tam błąd, albo obciążenie systemu - otóż nie. Na Facebooku, w profilu Idea Banku wpisów o takim działaniu systemu jest całe mnóstwo. Klienci wylewają swoje żale na ten nibybank wiadrami. Ludzie używają kalkulatorów podczas robienia serii przelewów żeby kontrolować ile im zostało na rachunku, bo strona tego poprawnie nie wyświetla. 

Bank ma jeszcze jeden fajny dowcip w zanadrzu - jest nim domyślna blokada nowego konta. W każdym banku jak zakładamy konto i dostajemy dane do zalogowania się - to konto jest już w pełni aktywne. Można wysyłać szmal, ale co ważniejsze - najpierw trzeba go przyjąć. I każdy bank to od razu umożliwia, bo to dla niego zysk. W Idea Banku mają swoją wizję. Dostajesz dane logowania do konta które jest nieaktywne - przelewy przychodzące są odbijane. To jakiś arcygeniusz wymyślił. Można by pomyśleć że przecież bank chce moich pieniędzy. Przyjmie je, wrzuci sobie na nocną lokatę czy inne atrakcje uczyni, ale kasa na koncie się pojawi. Jednak nie w Idea Banku - oni są honorowi i kasy nie chcą. I gówno ich obchodzi że Tobie jest potrzebna. A aktywacja konta sama się nie wydarza raczej - trzeba zadzwonić do banku i tego zażądać. Miałem tak ze swoim kontem, miała obecnie znajoma. Ona to nawet usłyszała że jej konta nie aktywują przed terminem uruchomienia działalności gospodarczej. Bo tak. Dopiero mały gwałt na pracownikach tej instytucji spowodował że ktoś palnął się w łeb i konto aktywowali.

Kolega Samcik regularnie opisuje na swoim blogu finansowym jakie pułapki czekają na chcących korzystać z usług Idea Banku - polecam lekturę. Mnie osobiście zastanawia jakim cudem ten bank pozyskuje klientów? I do tego wszechobecne reklamy jacy to są zajebiści dla small byznesu. Nóż się w kieszeni otwiera...

czwartek, 14 czerwca 2012

I stał się cud

W ostatnim wpisie żaliłem się na banki. Szukałem takiego który zrobi mi dobrze, a wymagań nie miałem wcale wielkich - zresztą sami sobie poczytajcie tutaj. Po tym co opisałem poprzednio zwróciłem swe oczy na FM Bank, który na swojej stronie pędzlem anonimowego marketoida wypisuje duby smalone o swej przyjazności dla mikroprzedsiębiorstw. Chwali się indywidualnym podejściem, unikalnym systemem oceny zdolności i innymi górnolotnymi frazesami opisuje swą zajebistość. Poczytajcie zresztą sami te brednie. Jeden telefon do doradcy i warunek 12 miesięcy istnienia firmy jest nie do obejścia, ani przeskoczenia.  Nie bo nie i koniec. Obiecywane indywidualne podejście wyparowało zanim się objawiło.

Miałem już wtedy dosyć, a w desperacji człowiek robi różne dziwne rzeczy. Spojrzałem więc na bank z którego kiedyś próbowałem korzystać, ale jakoś mi nigdy nie pasował - mBank. Nie wiem dlaczego, ale jakoś go nie lubiłem. Na stronie napisali że przy otwarciu rachunku można zaznaczyć kredyt w rachunku do 10 tys. zł, czyli tyle ile potrzebowałem. Napisali też że firma nie musi istnieć 12 miesięcy. No sami na to popatrzcie - jak wół stoi. Z ciekawości wypełniłem wniosek o otwarcie rachunku online, zajęło mi to 5 minut. Jak nie dadzą to zamknę równie szybko, co mi szkodzi spróbować. Zaznaczyłem podpisanie umowy w oddziale w pobliskim centrum handlowym. Po zakończeniu wypełniania wniosku - system poinformował mnie że już mogę udać się do owego oddziału. Uczyniłem to niezwłocznie. 

Pan w oddziale (taka wysepka w pasażu handlowym) obejrzał uważnie mój  dowód osobisty, ale nawet go nie skanował czy kserował. Oddał z uśmiechem, wydrukował w sumie 6 kartek dwustronnie (po 3 dla każdego z nas) i poprosił o podpisanie. Potem dostałem kopertę z tymczasowymi hasłami, wizytówkę, a wszystko to zapakował w zwykłą koszulkę foliową. Zanim dojechałem do domu - dostałem już dwa maile z podziękowaniem za otwarcie rachunku w mBanku i instrukcją logowania. Po zalogowaniu na koncie ujrzałem 9800 zł przyznanego debetu (200 zł to koszt udostępnienia). 

I oto cud się stał. Bez prężenia się przed konsultantem w oddziale jaki to jestem prężny i znakomity, bez opowiadania o dochodach i obrotach mojej firmy, bez słuchania że mam wyuzdane wymagania bo KNF pilnuje banków i one nie mogą tego co ja chcę, bez snucia planów o jej przyszłości, bez PITa za zeszły rok,  bez dawania pod zastaw domu, bez prezentacji kwitów o niebyciu wielbłądem, bez wyciągu za ostatnie 18 lat z rachunku bankowego w starym banku, bez oświadczenia o byciu zdrowym na umyśle, bez konieczności klękania na bankowych marmurach dzierżąc w drżących dłoniach zaświadczenia z US i ZUS o byciu potulnie i regularnie dojonym przez państwo. Bez tych wszystkich świstków i bez utraty czasu. Cennego czasu. I mam swój upragniony debet w rachunku firmowym. Wszystko zajęło godzinę - od A do Zet. I bez ślicznych wizytówek i tekturowych okładeczek, marmurów, skórzanych foteli i całej tej otoczki mającej wmówić mi że BANK to nie jest byle co... Wyższa kultura bankowości - śmiech na sali...

A zatem drogie Kredyty Rolnicze z odległej Francyi, drogi Banku Millennium rdzennie polskim, oraz niemniej drogi IdeaBanku równie rodzimym. Serdecznie dziękuję Wam za skuteczne podcinanie skrzydeł i podstawianie nogi. Jak widać nie trzeba wcale błagać Was o indywidualne spojrzenie na potrzeby klienta, bo jest bank który potrafi dać mu to czego chce bez jęków i błagań z jego strony. I nawet nie chce żadnego świstka. Rachunki w wymienionych wyżej bankach zlikwiduję do końca tego roku definitywnie. Zarabialiście na mnie - pomóc nie chcieliście - a zatem nie dostaniecie nic. I wiem ze jestem za mały żeby Was to obchodziło dzisiaj, ale takie na ten przykład Apple Inc. też kiedyś było małe, a dzisiaj to ono wybiera z jakim bankiem rozmawia. Historia lubi zaskakiwać.

Przyjazność banków dla małego biznesu...

Firma moja istnieje już ponad trzy miesiące i postanowiłem postarać się o wygodny kredyt obrotowy, czyli linię kredytową w rachunku firmowym. Jako że konta firmowe mam dwa - jedno w Idea Bank (podpadli mi na początku współpracy i używam go tylko do płacenia ZUS/US), a drugie w Credit Agricole (mam tam konto prywatne, wspólne z żoną od pięciu lat).

Zaraz po założeniu firmy Idea Bank był skłonny dać mi oszałamiające 2 tys. zł, ale z racji ich wpadki z aktywacją konta - zrezygnowałem i odrzuciłem ten hojny gest. Credit Agricole wcale się zaś nie popisał - usłyszałem że na taki wypasiony kredyt to firma musi istnieć minimum rok. A chciałem raptem 10 tys.zł.

Właściwie to daję sobie radę bez kredytu, ale chciałem mieć bufor finansowy - od dostawcy biorę sprzęt  dla klienta z terminem 21 dni. Fakturę dostaję 3 dni później, więc w momencie refakturowania klientowi - jestem 3 dni terminu już w plecy. Klientowi muszę dać minimum 14 dni, a ten mi płaci po ok. 17-18. Do tego dochodzi fantastyczny system rozliczeniowy Elixir, który działa jak w epoce pary a nie w XXI wieku. No i kasa trafia do mnie, a ja za pomocą owego Elixiru - przelewam ją dostawcy. Kupa czasu zmarnowana. Nie lubię mieć opóźnień - stąd chęć zaatakowania problemu kredytu raz jeszcze. 

Telefon do CA na infolinię. Nie, nie da się, minimum 24 miesiące istnienia firmy (pewnie zanim dojdę do oddziału to będzie 36 miesięcy). Uparłem się że chcę się spotkać z doradcą i pan zapisał to w swym systemie. Było około południa, obiecano kontakt jeszcze tego samego dnia. Słowa oczywiście nie dotrzymano. Telefon zadzwonił następnego ranka. Pani szalenie miła, przeprosiła że nie wczoraj i takie tam. Wyłuszczyłem o co mi chodzi i jak wygląda sytuacja i że oczekuję indywidualnego podejścia do klienta, a nie bezmyślnego wrzucenia danych w kompa i czekanie na to co on odpowie. Pani obiecała że się tym zajmie. Cisza trwała trzy tygodnie. Przerwałem ją sam, dzwoniąc ponownie na infolinię. Pani pobudzona do działania - zadzwoniła niebawem. Jednakże wymóg 12 miesięcy istnienia firmy na rynku okazał się nie do przejścia za nic na świecie. Banku nie interesowały podpisane umowy serwisowe, rosnące z miesiąca na miesiąc obroty i przychody. 

Po rozmowie z panią od CA - wszedłem na stronę Idea Banku i kliknąłem że chcę pogadać o kredycie. System zarejestrował, niebawem zadzwonił pan i wysłuchał potrzeb. Standardowe bla bla o tym że firma musi istnieć 12 miesięcy i takie tam duperele. Wyjaśniłem że mnie nie interesuje co on ma w systemie - chcę indywidualnego podejścia do moich potrzeb - bo kredyt potrzebny jest mi teraz. Za rok to mam w planie mieć kapitał obrotowy - więc jak chcą zarobić na mnie - to tylko teraz. Pan zatem umówił mnie z doradcą na następny dzień - w oddziale. 

Wizyta w oddziale była całkiem sympatyczna. Pani uważnie wysłuchała czego oczekuję i powiedziała że w takim przypadku jak mój (firma nowa, ale ma klientów i obroty) jest możliwość odstępstwa, z tym że potrzebne będzie:
- świadectwa pracy dokumentujące moje doświadczenie w branży IT (no bo firma w niej działa)
- PIT za zeszły rok
- wyciąg z konta osobistego za pół roku
- wyciąg z Książki Podatkowej 
- zaświadczenie od księgowego że płacę ZUS/US (tego nie kumam - płacę z ich konta - widać przecież)

W sumie śliczna kupka papierów. Jeszcze musiałem zeznać jakie mam karty kredytowe i kredyty. Wszystko to dla głupich 10 tys. zł. Po prostu niewiarygodne. A na stoliku stała ulotka z informacją że dla nowych firm oferują kredyt na start do sumy chyba 80 tys. zł, w oparciu o oświadczenie o planowanych dochodach. Ktoś może mi wyjaśnić logikę takiego postępowania? Na deser zaś mała ciekawostka - osoba prowadząca działalność gospodarczą odpowiada za swoje zobowiązania całym majątkiem. Oznacza to że kredyt o takiej niskiej wartości jest z definicji zabezpieczony - bo w sumie każdy ma trochę gratów z których się te 10 tys. uskłada. Ponadto nic nie stoi na przeszkodzie aby osobnik taki podpisał weksel na sumę kredytu. To bankowi znacząco upraszcza ewentualną egzekucję. Weksel jest standardowym zabezpieczeniem przy kredytach samochodowych. Po co więc żądać tylu papierów, kopiować je, kisić w segregatorach? Czyżby sztuczna praca? Aby bezrobocia nie było? To chyba już wiem po co te wszystkie biurowce na Służewcu Przemysłowym w Warszawie.

Co by jednak nie mówić - już po czterech dniach odpowiedź odmowna. Podejście banku jest po prostu śmieszne. Reklamują się jako bank przyjazny małemu biznesowi - serdecznie dziękuję za taką przyjazność. Generalnie to była druga wtopa banku. Na trzecią nie czekam. Zwijam konto w tym żałosnym "banku". Jestem po prostu zniesmaczony podejściem do klienta i bzdurnymi wymogami. Najzabawniejszy był powód odrzucenia - analiza wykazała że nie zajmuję się dokładnie tym czym na etacie wcześniej. Ciekawe jak to wykryli skoro obsługuję tych samych klientów, robiąc dokładnie to samo co wcześniej. Zmieniło się tylko to że na własny rachunek i się rozwijam.

Sprawdziłem jeszcze co oferują Millennium (mam u nich jedno konto) - standardowe 12 miesięcy istnienia, BNP Paribas - to samo. Zerowa elastyczność w sektorze małych firm. Alior Bank reklamujący się hasłem o wyższej kulturze bankowości i eksponujący meloniki w oddziałach okazał się wręcz bankiem wybitnie nieprzyjaznym. Na stronie internetowej jest informacja że firma może nawet startować na rynku i dadzą kredyt w rachunku firmowym. W oddziale jest to zaś przedstawiane jako wyjątkowa opcja, odstępstwo i wręcz magiczne działanie. Do tego Alior życzy sobie planu finansowego na najbliższe 5 lat. Owszem, mam taki plan - brzmi on "zdrowym być i zarabiać pieniądze". O zaświadczeniu z ZUS i US to nie wspominam. PIT za zeszły rok chętnie obejrzą i umowy z klientami. A wszystko to dla 10 tys. zł. No i mogą zażądać jakiegoś zabezpieczenia. Na koniec najlepsze - muszę sam osobiście powypełniać druczki i inne cuda żeby mój wniosek poszedł do analizy. Jeśli tak wygląda wyższa kultura bankowości to wolę pozostać na swym niższym poziomie prostactwa.

Wolę zarabiać pieniądze niż tracić czas na rozmowy z bankowym betonem i wypełnianie stosu kwitów. Szkoda mi papieru na to. Wszystkim bankom które odwiedziłem życzę szybkiego padu. Nie zrobię z Wam nic więcej, choćbyście na kolanach błagali. Też będę nieelastyczny. Moja firma da sobie radę, najwyżej pół roku dłużej to potrwa, ale banki nie zarobią na mnie. W sumie to dzięki temu będę miał po prostu więcej kasy, której nie zostawię w Waszych marmurowych pałacach.

Podsumowanie jest takie - jeśli zaczynasz działalność gospodarczą licz się z tym że każdy będzie chciał Cię złupić i podstawić nogę zamiast pomóc. Nie licz na pomoc ze strony banków. Nie są elastyczne. Bez względu na to jak się reklamują. Otworzą Ci konto, będą pobierać kasę za jego prowadzenie, dadzą kredyt gotówkowy (którego nie chcę, ale dla nich jest wygodny i dobrze wygląda w statystykach), nie zrozumieją czego oczekujesz. Nie będą partnerem.

A na koniec - zna ktoś mały, fajny bank, z dobrym dostępem przez net do którego mogę przenieść swoje konta? Muszę ukarać CA, Millennium i IdeaBank za ich schematyczne podejście do moich potrzeb...

wtorek, 12 czerwca 2012

Cudny idiotyzm

Z racji posiadania kwatery głównej na ulicy Postępu - czasem tam bywam. Dzisiaj przyszło mi posiedzieć w pracy nieco dłużej, czymś więc trzeba było zapchać żołądek. Zapragnąłem pizzy, ale w portfelu tylko plastik. No to szukamy pobliskiego bankomatu. Odpaliłem Google i oto co ujrzałem:


Punkt z literką A to bankomat Euronetu - oddalony ode mnie o 350 metrów. No to idę.Urządzenie mieści się w biurowcu szacownej firmy PlusGSM. Wchodzę do holu i się rozglądam. Bankomatu nie widać. Pytam więc ochronę stojącą z dumną miną i słuchawką w uchu. I dowiaduję się że bankomat owszem jest, ale tylko dla pracowników Plusa. WTF??? Informacja o tym że jest on dostępny tylko dla pracujących w budynku jest podana jako opinia - kliknijcie w literkę A na powyższej mapce i potem w Opinie. Nie jest czytelna i wyraźna od razu. To po co w ogóle publikować informacje o niedostępnym bankomacie?

Zasadniczo nie ma się o co czepiać. Firma dba o personel, fundnęła im bankomat. Tyle że ostatnimi czasy przybyło sporo biurowców i mieszkań w okolicy i może pora postawić to urządzenie bliżej ludzi? Nadal będzie dostępne dla pracowników, którym przecież korona z głowy nie spadnie jak będą go mieli po drugiej stronie bramek wejściowych.

A na zakończenie - żeby tylko bankomat w Plusie nie skończył jak budka telefoniczna w K.S. Tęcza ;-)


Przewijamy do 6:24 i delektujemy się dialogiem ze sprzątaczkami;-) Dla leniwców link poniżej:

czwartek, 19 maja 2011

Bankowość mobilna w Millennium

Trochę się nam nie ułożyła współpraca z bankiem Millennium, o czym pisałem kilka miesięcy temu. Początkowy mój zapał skutecznie ostudziły pokrętne systemy i męczące procedury - oczywiście w trosce o moje bezpieczeństwo. Stąd też konto to używane jest tylko jako portfel na bieżące zakupy. Raz w miesiącu przelewam tam odliczoną kwotę i za te pieniądze kupujemy z żoną to co niezbędne do jedzenia przez cały miesiąc. W tej roli konto się sprawdza. Nadal najbardziej irytuje mnie logowanie się do systemu za pomocą:
- numeru klienta (osiem cyfr)
- hasła klienta (wyłącznie numeryczne)
- losowych cyfr z Pesel lub numeru dokumentu.



środa, 9 marca 2011

Przygody z Millennium - c.d.

Odcinek finałowy. Dla przypomnienia - celem było założenie darmowego konta wspólnego, z dostępem przez www, kartami zbliżeniowymi i subkonta (lub pełnego konta odrębnego) dla niepełnoletniej córki, również z kartą zbliżeniową. Całość okazała się całkiem skomplikowanym procesem. Obiecane siedem dni na dostarczenie kart oczywiście trwało zdecydowanie dłużej. Moja i żony karta - 13 dni, karta córki 12 dni. System produkcji i wysyłania kart KULEJE!!! Tak zresztą robi cała masa banków - zdaje się że jedyny Citibank wydaje kartę od ręki w oddziale - bo przejął ten system po Handlobanku. Uważni czytelnicy pamiętają że noga moja w Citibanku nie postanie za ten czyn;-)

środa, 2 marca 2011

DIY - karta ekskluzywna

Drogi czytelniku tej notki. Domyślam się że czytasz ją, ponieważ przysłano Ci obleśną kartę i bank twierdzi że innych nie ma i masz się cieszyć że wogóle dostałeś. Jednak gryzie Cię badziewny rysunek, lub zdjęcie tulipanka wybrane z najtańszego katalogu gotowych fotek w sieci. Chcesz coś z tym zrobić, jak najniższym nakładem sił i środków. Doskonale trafiłeś. Notka o tym jak samodzielnie wykonać kartę najbardziej ekskluzywną i pożądaną - czyli czarną;-)

Banki twierdzą że są właścicielami naszych kart, ale to my płacimy za ich wydanie i zawsze możemy kartę zgubić i zastrzec;-) Dlatego też nie widzę większych problemów z pomalowaniem okropieństwa. Potrzebne do szczęścia będzie to co na zdjęciu:



poniedziałek, 28 lutego 2011

Walka o ładną kartę

Jak pisałem kilka dni temu - Invest Bank przysłał mi najszkaradniejszą kartę kredytową, jaką me oczy kiedykolwiek widziały. Złożenie reklamacji niewiele dało - po 28 godzinach zadzwoniła pani z Departamentu Kart Kredytowych i poinformowała mnie że nie ma możliwości otrzymania innego wzoru karty - wszystkie mają takie obleśne. Jednocześnie w trosce o moje dobro i zadowolenie - zostanę natychmiast poinformowany o wprowadzeniu takiej możliwości przez bank. Czyli klasyczny BiS - Bierz i Spierdalaj. Podziękowałem zatem za informację, podziękowałem również za aktywację karty - nie będzie mi ona potrzebna. Z racji posiadania na niej pewnego zadłużenia, którego nie jestem w tym momencie w stanie spłacić od ręki - trzeba się zastanowić nad operacją która uwolni mnie od obleśnego tulipanka.

piątek, 25 lutego 2011

Nowa karta kredytowa

Kiedy dwa tygodnie temu rozpoczynałem reformę budżetową w rodzinie, nie przypuszczałem ze będzie tak wesoło i tyle materiału do opisania będzie;-)

 Mam na wszelki wypadek kartę kredytową MasterCard w InvestBanku. Używam jej do płacenia za zakupy przez net, doładowywałem tym córce kiedyś komórkę i takie tam drobiazgi. Czasem zdarzało się zapłacić za coś w sklepie, nawet jeden karabinek ASG kupiłem płacąc nią. Karta starożytna, z paskiem magnetycznym. Oczekiwałem właśnie na przysłanie kart z Millenium w ramach nowego konta, o czym pisałem poprzednio, kiedy to skrzynce pojawiła się koperta z InvestBanku z nową kartą. Trochę mnie to zdziwiło, bo stara karta ważna była do sierpnia, ale okazało się ze to wymiana z okazji wprowadzenia kart z chipem. Oczywiście w trosce o bezpieczeństwo klienta. 

No więc rozłożyłem kartkę do której karta jest przyklejona i zamarłem. Ujrzałem bowiem to co poniżej.


CO TO JEST? Zad pawiana podczas defekacji? Eksplodująca głowa po trafieniu kulą dum-dum? A może kwiatek? Chyba kwiatek. Taaak, to się wydaje słusznym tropem. To zdaje się róża? Nie - to tulipan. Sprawdzam na stronie InvestBanku, a tam więcej takich szkaradzieństw. Do wyboru mam kartę z "uroczym bobaskiem" - niestety nie znoszę dzieci od dziecka, lub żółte tulipany - nie znoszę kwiatów, oraz widocznego tulipanka - powód ten sam. Nie ma karty dla faceta! Na stronie banku napisali że karta kredytowa InvestBank to: "finansowa niezależność, prestiż, bezpieczeństwo". Jeśli tak wygląda prestiż to ja dziękuję i postoję. 


czwartek, 24 lutego 2011

Jak wybrałem bank

Od razu na początku powiem że nie lubię banków. Lubiłem kiedyś jeden, ale kupił go Citibank i zniszczył. Był to  Handlobank, czyli bank dla zwykłych ludzi. Założenie wspólnego konta trwało w nim 10 minut, zabierało 4 kartki papieru i od razu dostawało się kartę płatniczą do konta. Dwanaście lat temu. No i dostęp przez internet też był od razu. Później miałem konto w BZWBK. Takie sobie. Nie było systemu online, klient był przypisany do oddziału, zaletą był niezły serwis bankowy dostępny mobilnie przez WAP. Jakieś osiem lat temu żona wzięła sprawy w swoje ręce i zarządziła Raiffeissen. Okropieństwo. Nie mieli wtedy wogóle systemu internetowego, wszystko załatwiało się przez telefon, gdzie pani zadawała sto pytań czy ja to na pewno ja. Później uruchomili elektroniczny dostęp, ale tu już mnie krew zalała i to ja zarządziłem zmianę banku. Padło na LukasBank.  Konto zakładało się całkiem sprawnie (ok. 20 minut i jakieś 10 kartek), do konta token - niezbędny do zalogowania się i potwierdzania transakcji, karty przyszły po tygodniu. I do dzisiaj (no to już ze trzy lata) działało to bez zarzutu. Ale nie byłbym sobą jakbym czegoś nie wymyślił;-)

Zachciało mi się karty zbliżeniowej. LukasBank nie oferuje i nie ma zamiaru na razie wchodzić w technologię PayPass, więc trzeba będzie zmienić bank. Sentymentalny przestałem być jakiś czas temu - nie chcecie mi czegoś dać? Nie jesteście jedyni na rynku - do widzenia.