Poszukaj w Google...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informatyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informatyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2014

Windows Vista/7/8 i Centrum Sieci i Udostępniania

W starym dobrym XP jeśli dostępna była jakaś sieć bezprzewodowa to internet po prostu działał. Jednak Microsoft lubi pomóc ułomnym userom i zintegrował obsługę sieci z firewallem - konkretnie pozwolił na przypisanie danej sieci do typu - firmowa, domowa lub publiczna. Skutkuje to gustownym Centrum Sieci i Udostępniania, gdzie komputer bada naszą sieć i pyta do jakiej grupy ją przypisać. Jeśli to działa - to wszystko jest ok i mamy internet. Jednak czasem komp się uprze i w nieskończoność TRWA IDENTYFIKOWANIE. Oszaleć można, bo robota czeka, a ten sobie identyfikuje sieć, którą zna i która ma przypisany typ, ale Windows ma akurat swoją wizję świata. 

Kiedy "trwa identyfikowanie" - internet i sieć lokalna nie działają. Czasem pomaga restart kompa, czasem restar karty sieciowej, czasem zaś ipconfig flushdns/release/renew. Czasem zaś nie pomoże nic, samo przechodzi. Reguły nie znalazłem. Za to znalazłem rozwiązanie na skróty, które po prostu ubija ten cholerny system przypisywania typu sieci - trzeba po prostu utłuc usługę która za to odpowiada. 

Klikamy Start (albo naciskamy klawisz Windows) i piszemy:

msconfig

Otworzy się okienko, w którym klikamy zakładkę Usługi, potem sortujemy je alfabetycznie i szukamy:

Usługa listy sieci

Zdejmujemy jej ptaka, komp zażąda restartu, zezwalamy. Po restarcie sieć działa jak w klasycznym XP, bez przypisywania idiotycznych typów i innego barachła. Jest jakieś wifi w zasięgu? To ma działać i już, bez identyfikowania typu sieci. 

Mam nadzieję że byłem pomocny;-)

środa, 6 listopada 2013

Upierdliwy Facebook

Facebook to zło, ale ponieważ miliony much mają tam swoje konta - to i mnie nie ominęło. Sporo znajomych kontaktuje się ze mną przez to medium, przy czym ja wolę używać chata Facebookowego w postaci wtyczki do Mirandy, niż mieć ciągle otwarte okno Facebooka w przeglądarce. Tym niemniej sporo korzystam z systemu IM w mobilnej wersji Facebooka. Od kilkunastu dni jednak Facebook upierdliwie próbował namówić mnie do zainstalowania osobnej aplikacji Facebook Messenger. Waży toto 11,5MB i ma nędzne opinie, a poza tym na człona mi osobna aplikacja do tego.

Dzisiaj rano przegięli pałę. Przy próbie wejścia do wiadomości od znajomych w aplikacji mobilnej - dostałem komunikat że moje wiadomości zostały przeniesione do Messengera i muszę go zainstalować. No to się zaraz okaże czy muszę! Parę minut zabawy i oto recepta:


  • Wywalić Facebooka z telefonu - całkowicie.
  • Pobrać Facebooka w wersji 3.5 - np. stąd - http://www61.zippyshare.com/v/8068864/file.html
  • Włożyć go na kartę pamięci telefonu
  • W Ustawieniach dopuścić instalację z nieznanych źródeł
  • Managerem plików dowolnym wleźć na kartę tam gdzie wpakowaliśmy pliczek i odpalić go
  • Zatwierdzić instalację
  • Wyłączyć dla bezpieczeństwa prawo instalacji z nieznanych źródeł
  • Odpalić Sklep Play i odszukać w nim zainstalowanego Facebooka (można użyć opcji szukaj) i nacisnąć przycisk Menu i odznaczyć autoaktualizację

I to wszystko. Wiadomości nadal są otwierane w aplikacji Facebook, a nie w dodatkowy, kobylastym i paskudnym Messengerze.

wtorek, 5 listopada 2013

Zdalny pulpit dla profesjonalistów

W życiu liczy się czas. Czas który zaoszczędzimy na niepotrzebnych czynnościach, aby móc go spokojnie wytracić na kanapie, z kontrolerem XBOXa w łapkach, albo z książką, lub tabletem. Albo nawet ordynarnie przespany - to tyko nasz wybór jak uczciwie zmarnować zaoszczędzony uprzednio czas;-) Chcąc oszczędzać czas zużywany na dojazdy do klientów, na szukanie miejsca parkingowego i mniej męczyć auto - postanowiłem znaleźć wygodny soft do zdalnego pulpitu. 

Wielu zakrzyknie - VNC, RDP albo Team Viewer. Odpowiem - spadajcie. Wszystkie są do niczego z kilku powodów. RDP jest najlepszy bo szybki i stworzony przez sam Microsoft, dostępny wprost w systemie. Ma jednak kilka problemów - nie działa w wersjach Home systemów, oraz wymaga wyroutowania portu na zewnątrz, a na deser nie pozwala na podgląd tego co robi user na swojej stacji. A taka funkcjonalność jest przy zdalnej pomocy  i szkoleniach niezbędna - jeden obraz starcza za tysiąc słów. RDP jest wyśmienity do zdalnego zarządzania serwerami, ale nie do typowego helpa dla użytkowników.

Podobna bolączka trawi VNC - trzeba zainstalować serwer i wyroutować port. Upierdliwe, męczące, ale pozwala podglądać pulpit usera. W stale obsługiwanych sieciach zdarzało mi się konfigurować VNC, jednak w przypadku serwisu z doskoku, lub dla maszyny będącej poza siedzibą firmy - nie sprawdzało się. Na koniec Team Viewer - ma dwie główne wady. Jest płatny dla użytku komercyjnego i to słono, a do tego dorocznie. I mimo tego że za niego zapłacimy - jeśli firma upadnie - możemy sobie licencją wytrzeć zad, bo cała transmisja idzie przez serwery Team Viewera.



Uparłem się ze znajdę coś w rozsądnej cenie, a do tego płatne jednorazowo. Przejrzałem wszelkie polecane programy na różnych stronach, w tym nieprzyzwoicie wręcz drogiego LogMeIn. Kupa, kupa i raz jeszcze kupa za sporą kasę. I wreszcie trafiłem na coś, co od lat nazywam "perełką programistyczną", czyli program nieduży objętościowo, robiący dużo dla użytkownika i za rozsądną kasę. Zwycięzcą okazał się brytyjski Simple Help.



Urzekło mnie w nim kilkanaście wręcz opcji i możliwości. Żeby łatwo się czytało - zrobię to w punktach:

  1. Płatność raz, dożywotnio, za kanał. Kanałów kupujemy ile nam potrzeba. Każdy kanał daje jedną sesję zdalnego pulpitu. Jeśli chcemy dokupić kolejny kanał - dopłacamy tylko różnicę w cenie do kolejnego kanału, a nie płacimy ciągle pełnej stawki za pierwszy.
  2. Kupując licencję - dostajemy tak naprawdę pełną instalkę własnego serwera Simple Help. Nawet jeśli firma matka padnie - nasz serwer będzie działać (w ramach ilości zakupionych kanałów), bo instalujemy go na swojej maszynie podpiętej do netu. Jedyne ryzyko to brak możliwości dokupienia kanałów w przypadku bankructwa firmy Simple Help. Jak padnie Team Viewer to nic nam nie zostanie.
  3. Możemy w banalnie prosty sposób wstawić przycisk pobierania Simple Help na swoją stronę internetową i jeszcze to spersonalizować.
  4. Możemy mieć tylko jeden kanał, ale zainstalować konsolę techniczną na niezliczonej ilości komputerów i stworzyć równie niezliczoną liczbę kont techników. Po prostu w danym momencie pracować może tylu ile jest licencji na kanały.
  5. Klient dostępny jest na Windows, Linuxa i OSX.
  6. Można bez problemu zainstalować usługę systemową umożliwiającą podłączenie się do danej maszyny kiedy tylko jest to nam potrzebne. Całość sprowadza się do 3 kliknięć. Dostęp ten może być dodatkowo zabezpieczony hasłem. Dzięki takiemu rozwiązaniu - buduje się automatycznie lista udostępnionych maszyn. Potem wystarczy dwuklik na wybranej, aby się połączyć.
  7. Można bez problemu sprawdzić parametry zdalnej maszyny, za pomocą specjalnego managera wgrać/zgrać wybrane pliki, przejrzeć rejestr systemowy, uruchomione procesy, itp., bez potrzeby wyszukiwania tych informacji w samym zdalnym pulpicie.
  8. Można przesłać zaproszenie do sesji zdalnej pomocy np. emailem.
  9. Wygodny, wbudowany chat przydatny podczas udzielania pomocy.
  10. Konfigurowalne parametry transmisji zdalnego pulpitu, w tym możliwość np. otrzymywania go w odcieniach szarości, z rzadszym odświeżaniem, co poprawia komfort pracy na wolnych łączach.
  11. Skalowalne okienko z podglądem, dzięki czemu nawet jeśli pracujemy na maszynie z mniejszą natywną rozdzielczością niż pulpit maszyny zdalnej - da się wygodnie pracować.
  12. Szeroka możliwość lokalizacji i personalizacji programu i jego strony internetowej.

Te dwanaście punktów nie wyczerpuje wszystkich możliwości programu. Jest ich naprawdę mnóstwo i znacząco upraszczają proces wsparcia dla użytkowników systemów rozmaitych. Ja sam, w mojej firmie, w ciągu niespełna miesiąca zaoszczędziłem ok. 450 zł dzięki użyciu Simple Help. Zamiast jechać - szybko i sprawnie udzieliłem pomocy, jak również przeprowadziłem szkolenia z wdrażanego systemu. Oszczędziłem czas i kasę. Wiem że dzisiejszy wpis brzmi jak laurka dla firmy która stworzyła Simple Help, ale najlepiej samemu się przekonać o jakości tego produktu. I tutaj kolejny szacun dla twórców - na stronie jest w pełni funkcjonalne demo, ograniczone do 30 dni. Działa bez problemu, bez żadnych pułapek. Sprawdźcie sami - a obstawiam że kupicie go bez zrzędzenia. I na koniec ostatnia zaleta - jako że producent jest w UK - mając euroNIP - bez problemu kupujemy program bez płacenia VAT.



wtorek, 19 marca 2013

Idea Bank - jest śmiesznie...

Pisałem niecały rok temu o tym jak to banki podchodzą do małego biznesu. Dla tych co nie czytali - tutaj link. Minął prawie rok mojej działalności gospodarczej, konto w Idea Banku nadal posiadam, używam go wyłącznie do płacenia zeń  ZUS i podatków. Kasa pojawia się na nim na chwilę przed koniecznością jej przelania do właściwego urzędu. Robię tak za karę, bo obiecałem Idea Bankowi że moimi pieniędzmi obracał nie będzie. Podpadli mi dwa razy, wystarczy. 

Dzisiaj znowu napiszę o tym przezabawnym banku, bo ich system informatyczny jest jakąś niesamowita parodią tego jak powinna działać bankowość elektroniczna i nie mogę po prostu przejść obok bez zwrócenia na to uwagi. Moje konto składa się w sumie z trzech - firmowe, osobiste i oszczędnościowe. Nie zwracałem na nie większej uwagi bo raptem ze dwa razy miałem konieczność przelania czegoś między nimi, ale ostatnio robiłem kilka bardziej zaawansowanych rzeczy i zauważyłem jak bardzo partyzancki jest system obsługi. 

Sytuacja nr 1 - przelew między rachunkami jednego konta. Puszczam przelew z oszczędnościowego na firmowe. Czas operacji - ok. 20 minut. Nie da się szybciej. Co ciekawe - nie odświeżają się poprawnie salda rachunków. Nie pomaga odświeżanie strony, dopiero przelogowanie na koncie załatwia sprawę. Przelew przeszedł.

Sytuacja nr 2 - przelew między rachunkami dwóch podmiotów. Całe 5 zł. Odpalam w jednej przeglądarce jedno konto, a w innej drugie konto. Puszczam przelew. Na liście pojawia się on ze statusem iż jest w realizacji, ale stan dostępnych środków się nie zmienia. Mija 25 minut - bez zmian. Nie pomaga odświeżanie strony ani na koncie wysyłającym, ani na koncie które ma odebrać kasę. Zatem wylogowanie z konta wysyłającego i ponowne logowanie - nadal bez zmian. Odświeżenie strony - BINGO! - kasa zeszła, przelew ma status zrealizowanego. Zaglądam na konto odbierające - a tam nadal pustką wieje. Odświeżenie strony - nic, przelogowanie - nic, znowu odświeżenie - jest kasa. 

Sądzić można by, że to jednostkowy przypadek, jakiś tam błąd, albo obciążenie systemu - otóż nie. Na Facebooku, w profilu Idea Banku wpisów o takim działaniu systemu jest całe mnóstwo. Klienci wylewają swoje żale na ten nibybank wiadrami. Ludzie używają kalkulatorów podczas robienia serii przelewów żeby kontrolować ile im zostało na rachunku, bo strona tego poprawnie nie wyświetla. 

Bank ma jeszcze jeden fajny dowcip w zanadrzu - jest nim domyślna blokada nowego konta. W każdym banku jak zakładamy konto i dostajemy dane do zalogowania się - to konto jest już w pełni aktywne. Można wysyłać szmal, ale co ważniejsze - najpierw trzeba go przyjąć. I każdy bank to od razu umożliwia, bo to dla niego zysk. W Idea Banku mają swoją wizję. Dostajesz dane logowania do konta które jest nieaktywne - przelewy przychodzące są odbijane. To jakiś arcygeniusz wymyślił. Można by pomyśleć że przecież bank chce moich pieniędzy. Przyjmie je, wrzuci sobie na nocną lokatę czy inne atrakcje uczyni, ale kasa na koncie się pojawi. Jednak nie w Idea Banku - oni są honorowi i kasy nie chcą. I gówno ich obchodzi że Tobie jest potrzebna. A aktywacja konta sama się nie wydarza raczej - trzeba zadzwonić do banku i tego zażądać. Miałem tak ze swoim kontem, miała obecnie znajoma. Ona to nawet usłyszała że jej konta nie aktywują przed terminem uruchomienia działalności gospodarczej. Bo tak. Dopiero mały gwałt na pracownikach tej instytucji spowodował że ktoś palnął się w łeb i konto aktywowali.

Kolega Samcik regularnie opisuje na swoim blogu finansowym jakie pułapki czekają na chcących korzystać z usług Idea Banku - polecam lekturę. Mnie osobiście zastanawia jakim cudem ten bank pozyskuje klientów? I do tego wszechobecne reklamy jacy to są zajebiści dla small byznesu. Nóż się w kieszeni otwiera...

środa, 18 maja 2011

PałerPoint i problem

Ostatnio natknąłem się na taki komunikat w Power Point:

"Program Powerpoint nie może wyswietlić niektórych fragmentów tekstu, obrazów lub obiektów na slajdach poniewaz zostały one uszkodzone" i coś tam dalej.

Wyświetlone zostają białe slajdy, lub brakuje tylko częśći zawartości. Problem dotyczy tylko Office 2003, a jego przyczyną jest jedna z ostatnich poprawek do PowerPointa. Konkretnie Security Update o numerku KB 2464588. Należy wejść do Panelu sterowania, odpalić Dodaj/usuń programy, włączyć wyświetlanie aktualizacji. Następnie odszukać na liście Microsoft Office i poniżej będzie owa poprawka. Klikamy w usuń i problem rozwiązany. Smacznego.

wtorek, 26 kwietnia 2011

SP1 do Windows Seven

Microsoft wypuścić raczył Service Pack oznaczony numerkiem jeden - do swojego ostatniego dziecka na rynku systemów biurkowych. Wtrynili to już nawet do Update Service - zatem musiałem zainstalować na maszynie testowej, zanim zezwolę pozostałym na użycie tegoż. Jak zwykle zupełnie mnie nie interesuje co on poprawia, naprawia, zmienia. Od tego są onaniści programowi, jak coś będzie nie tak - fora i portale pełne będą żali że coś znowu źle działa i żeby absolutnie nie instalować. Mnie tradycyjnie interesuje tylko to, czy po zapodaniu arcydzieła programistycznego wszystko w maszynach produkcyjnych będzie działać - bez konieczności angażowania mnie w jakieś dodatkowe działania;-)

środa, 13 kwietnia 2011

Zdrowieję

Złamanie obojczyka to paskudna rzecz. Mała kosteczka, będąca "zastrzałem" dla stawu barkowego - dopóki cała - jest ok. Jej pęknięcie to problemy o jakich nawet nie śniłem. Nie można się schylić, położyć, wstać, usiąść - bez bólu. Kichanie i kaszel też są bolesne i to cholernie. Gruźlik ze złamanym obojczykiem ma podwójnie źle. Jutro minie pełny tydzień od wypadku i już wiem że najbardziej przesrane są pierwsze cztery dni. Bolały mnie stłuczenia po upadku (sztywność kilku części ciała), plus ten nieszczęsny obojczyk. Ponieważ nie mam gipsu, tylko gustowną ortezę, tzw. ósemkę - czuję jak rusza się złamana kość. Dość głupie to uczucie. 


Fotka obojczyka

Byłem dzisiaj na kontroli ortopedycznej. Pan doktor mnie pracowicie wymacał, ocenił postępy, stwierdził ze jest ok i że za 7 dni to już w ogóle będę szczęśliwy. Może i tak, ale póki co jeszcze całkiem nieźle boli. Boli tylko przy dziwnych ruchach, a nie cały czas, więc poza zastrzykiem Ketonalu jaki dostałem w dniu wypadku - nie brałem żadnych prochów. Okazały się zbędne. 

Dostałem też swoje RTG - ślicznie na płytce, w specjalnym formacie diagnostycznym i w jpg. Zdjęcie powyżej wrzuciłem w pełnym formacie - można je sobie powiększyć i docenić jakość cyfrowego rentgena. Na mnie zrobiło to piorunujące wrażenie. No i co ciekawe - zero problemu z otrzymaniem. Myślałem że trzeba będzie płacić, albo dać swoją płytę, a tu proszę - 3 minuty i już jest. Na nośniku specjalny browserek, otwiera się fotka w przeglądarce internetowej, ale oczywiście łatwo wydłubać same pliki jpg. Ładne;-)


wtorek, 15 marca 2011

Internet Explorer 9 - gorące badania

Microsoft udostępnił swoją przeglądarkę internetową w wersji numer 9. Nie działa ona już na XP - wymaga co najmniej Visty. Jako użytkownik Seven w wersji 64bit - postanowiłem zbadać co nowego zaoferował największy producent software na świecie. Od razu uprzedzam że będę subiektywny - bo IE nienawidzę i wiem dokładnie za co. Zawiera on zestaw pewnych diabelnie mnie irytujących błędów i niedoróbek. Z wersji na wersję - one nadal tam są. Zatem lecimy z testem na gorąco. 

Wszedłem na stronę Microsoft i widzę do pobrania instalator o masie jakichś 2MB - dobrze oczywiście wiem że to instalka online - a więc resztę sobie dossie sama. Szukam więc wersji offline - z ciekawości ile waży. I co? I jak zwykle - 35MB. Wieeeeelka krowa. Dla porównania - instalka Opery to 8,9MB. I niczego nie dociąga. Pliczek się na szczęście szybko ściągnął - albo marne zainteresowanie, albo mają dobre serwery;-). Instalujemy zatem. I oto mym oczom objawia się instalator który mnie o nic nie pyta. Na nic nie mam wpływu - instaluje się gdzie chce i jak chce. W Operze i Firefoxie można zdecydować o miejscu docelowym itp. Wiem że IE jest częścią Windows i dlatego ma ściśle ustalony sposób instalacji - ale naprawdę nie zaszkodziłby Windowsowi rozwód z IE. Ja osobiście używam innego eksploratora plików niż wbudowany IE i bardzo by mnie ucieszyło gdyby IE nie był tak wszyty w Windows. Czas instalacji tego cuda - ok. 3 minut na procesorze i5. MARNIE. I na deser restart obowiązkowy. Długotrwały bo z elementami konfiguracji systemu i stosowania aktualizacji. W sumie całość operacji to 6 minut. DNO. 

Windows Seven i bufor wydruku

Dzisiaj notka czysto technicza, naszpikowana informatycznym słownictwem, czyli klasyczne i łopatologiczne objaśnienie co zrobić kiedy Windows Seven nie chce nam czegoś wydrukować, a kolega drukuje bez problemu. Tak się bowiem składa że Microsoftowi udało się w Seven zaimplementować nowatorski błąd, który doskonale i do tego w losowo wybranych momentach - blokuje drukowanie. Robi to tak wyśmienicie że zazwyczaj nie pomaga restart komputera. Coś wspaniałego - udało im się spowodować że nie mogę już powiedzieć do użytkownika:
- A czy komputer był już uruchomiony powtórnie?
Co zazwyczaj załatwiało kwestię takich dziwnych błędów i mieliśmy czystego kompa. A tu niespodzianka.

czwartek, 24 lutego 2011

Coś w sam raz dla mnie

Przeglądając pewne forum - natknąłem się na krótki filmik który urzekł mnie tak bardzo, że postanowiłem się nim podzielić z czytelnikami mojego słitaśnego blogaska;-) Oto wspomniane dzieło - koniecznie z dźwiękiem:


Genialna prostota! No i jakże cenna rada dla wielu użytkowników;-) Aczkolwiek z ręką na sercu - nie mogę na swoich narzekać - rzadko się zdarza aby ktoś zadzwonił nie restartując uprzednio komputera. Uczą się;-)

Jak wybrałem bank

Od razu na początku powiem że nie lubię banków. Lubiłem kiedyś jeden, ale kupił go Citibank i zniszczył. Był to  Handlobank, czyli bank dla zwykłych ludzi. Założenie wspólnego konta trwało w nim 10 minut, zabierało 4 kartki papieru i od razu dostawało się kartę płatniczą do konta. Dwanaście lat temu. No i dostęp przez internet też był od razu. Później miałem konto w BZWBK. Takie sobie. Nie było systemu online, klient był przypisany do oddziału, zaletą był niezły serwis bankowy dostępny mobilnie przez WAP. Jakieś osiem lat temu żona wzięła sprawy w swoje ręce i zarządziła Raiffeissen. Okropieństwo. Nie mieli wtedy wogóle systemu internetowego, wszystko załatwiało się przez telefon, gdzie pani zadawała sto pytań czy ja to na pewno ja. Później uruchomili elektroniczny dostęp, ale tu już mnie krew zalała i to ja zarządziłem zmianę banku. Padło na LukasBank.  Konto zakładało się całkiem sprawnie (ok. 20 minut i jakieś 10 kartek), do konta token - niezbędny do zalogowania się i potwierdzania transakcji, karty przyszły po tygodniu. I do dzisiaj (no to już ze trzy lata) działało to bez zarzutu. Ale nie byłbym sobą jakbym czegoś nie wymyślił;-)

Zachciało mi się karty zbliżeniowej. LukasBank nie oferuje i nie ma zamiaru na razie wchodzić w technologię PayPass, więc trzeba będzie zmienić bank. Sentymentalny przestałem być jakiś czas temu - nie chcecie mi czegoś dać? Nie jesteście jedyni na rynku - do widzenia. 

środa, 23 lutego 2011

Windows Seven 64bit i stara drukarka

Dzisiaj krótko - szybkie rozwiązanie problemu, na który się właśnie natknąłem, a w sieci jakoś słabo z informacją było. Zatem notka dla innych nieszczęśników którzy używają systemów 64bit ze stajni Microsoft.

Moja drukarka to Oki 14ex, podłączona za pomocą małego printserverka Dlink do sieci domowej. Po wifi drukuje na niej kilka komputerów - głównie XP, ale również testowy Seven 32bit nie zgłaszał problemów. Dopiero nowy laptop z Seven 64bit powiedział głośno NIE. Sterowniki na stronie Oki pochodzą sprzed 10 lat i niestety nowszych nie ma. W sieci nie natknąłem się na warte uwagi informacje, poza tymi iż systemy 64bit są nowoczesne i trzeba ich używać, a sterownikami do urządzeń się nie martwić, tylko kupić nowe, wspierane urządzenia. A takiego wała... Moja Oki działa bez zarzutu od lat, toner kosztuje 15 zł i dosypuje się go ze słoiczka i jak na moje potrzeby drukarskie jest genialnie prosta, cicha i tania. No i mam drugą na zapas;-)

piątek, 18 lutego 2011

Bileciki do kontroli

Mieszkam w Warszawie już całkiem sporo lat, ale jako zmotoryzowany mieszkaniec z rzadka korzystałem z komunikacji miejskiej. Raz jeden miałem naładowaną do pełna Warszawską Kartę Miejską i dojeżdżałem przez miesiąc do pracy - bo akurat żadnych delegacji nie miałem. Zawsze jakoś tak pechowo się składało że częste wyjazdy służbowe powodowały ekonomiczny bezsens posiadania zakodowanego biletu 30 dniowego. Z drugiej strony - irytowało mnie że nie mogę na WKM zakodować np. 50 sztuk biletów jednorazowych lub czasowych i spokojnie zużywać w miarę potrzeby. Kupowanie biletów w nocy nie należy bowiem do czynności prostych. Co prawda od roku stawiane są automaty biletowe, ale nie jest ich jeszcze na tyle dużo aby móc się na nie zdać. O konieczności posiadania pieniędzy nie wspomnę.

Z powyższych powodów zainteresowałem się jakiś czas temu opcją MPay, ale długa lista kodów do wbijania z klawiatury i brak wsparcia w wygodny sposób ze strony mojego operatora - skutecznie mnie do tego zniechęciły. Dlatego pojawienie się na rynku warszawskim firmy SkyCash spowodowało że przyjrzałem się ich ofercie. Z grubsza patrząc - oferta wprost wymarzona dla mnie. Mogę kupić bilet bez pieniędzy, bez zapamiętywania kodów, bez szukania automatu, lub męczenia kierowcy pojazdu. Wystarcza mi moja komórka. Jest ciekawie - zatem przymierzyłem się do testów.

środa, 16 lutego 2011

PKS mnie zaszokował

Będzie już z 15 lat jak ostatni raz korzystałem z usług PKS. Wtedy jeszcze na drogach królowały Autosany, dość zresztą zmęczone życiem. Świat poszedł mocno do przodu, polskie koleje schrzaniły co tylko się dało, a co robiła w tym czasie komunikacja samochodowa? Równie niewiele - podzieliła się na małe przedsiębiorstwa, sprzedała zbędne dworce, wymieniła tabor na nowszy i usiadła razem do stołu aby się dogadać. Urodzili wspólnie to - http://www.rozklady.com.pl/ 

Córka do dziadków jechać na ferie miała, a że lat ma już czternaście - to po co ja mam ją wozić, skoro można kurierem, znaczy autobusem wysłać;-) Stąd konieczność skorzystania ze strony do której link dałem wyżej. Wszedłem na nią, strona wygląda obrzydliwie i jest mocno nieczytelna. Pierwszy więc odruch - odrzucenie. Zawiozę młodą autem jednak. Ale po chwili otrzeźwienie - informatyk nie poddaje się tak łatwo. Atak powtórny na stronę - klikam więc w Wyszukiwanie Połączeń - sami widzicie że znaleźć ten link nie jest tak prosto na stronie. To na szczęście było jedyne utrudnienie. Po podaniu przystanków wpisując je z palca - system poprosił o doprecyzowanie ich nazw za pomocą listy.


sobota, 5 lutego 2011

Szybki test Bloggera

Google udostępniło aplikację do wygodnego publikowania na blogu w oparciu o blogspot.com. I chyba koncertowo spieprzyli prosty program. Byłem właśnie w Tesco, kiedy to nudząc się między półkami postanowiłem przestestować mobilne blogowanie. Nie udało się;-( Aplikacja wywalała się przy próbie dodania zdjęcia - zarówno wprost z aparatu, jak i z galerii. Próbowałem ze cztery razy - efektem wymuszone zamknięcie aplikacji. Całe szczęście że nie przepadał przy tym wprowadzony tekst - bo to już by mnie zapieniło do białości - klepanie na małych klawiaturkach do najprzyjemniejszych nie należy.


Główny ekran aplikacji


Ekran z "zawieszonym" wpisem. Nic się nie daje z nim zrobić.

Postanowiłem więc opublikować notkę bez zdjęcia. W końcu po co komu fotka wózka w Tesco z paczką krewetek i piwem? Zatem publikuję - klikam w stosowny przycisk i zaczęło się długie i bezradne kręcenie kółeczkiem. Kręciło się i kręciło z 5 minut. Efekt żaden. Przerwałem to więc restartem telefonu. Po restarcie bez problemu opublikowałem pusty post - taki zupełnie bez tytułu - jak na moje proste oko, to system nie powinien na to pozwolić;-) Mój pierwszy post był na liście jako opublikowany. Tyle że nie było go na blogu. Nie mogę go też usunąć z aplikacji, ani wyedytować, a bez problemu mogę to zrobić z tym pustym. Słowem - poważny fakap. Liczę na to że Google szybko poprawi swój produkt - bo widzę dużą przydatność tej aplikacji do moich celów. Oczywiście wysłałem zgłoszenia przy zwisie aplikacji, mam nadzieję że to pomoże ja poprawić...

Rodzinka w Guglu

Rok temu dałem córce mojej swojego starego iPhone (model z pierwszej serii, ale nadal w doskonałej kondycji i działa bez zarzutu). Dziecko zadowolone było, internet w ramach domowego WiFi hasał, pocztę sprawdzić mogła - w końcu dzisiejsza młodzież posługuje się wieloma internetowymi usługami - dla nich to zwykła codzienność. iPhone rok przepracował w ręku córki i nawet nie jęknął, ale za to jęknęło dziecko - CHCĘ ANDROIDA! Trochę się zdziwiłem, no ale chyba wie czego chce. Zatem pozostało z racji okresu świąteczno-prezentowego - życzenie spełnić. 

Jako że potomstwo używało Play na kartę - ograniczyłem wybór do tego operatora. W promocji dostępny był HTC Wildfire, z całkiem zgrabnym abonamentem z pakietem danych. Idealnie. Wycieczka do salonu w pobliżu, pół godzinki, numer przeniesiony do oferty abonamentowej, umowa, podpis itp... Pozostało skonfigurować telefon, objaśnić używanie. Sam proces przeniesienie kontaktów był prosty, bo w iPhone dziecko miało ustawioną synchronizację z usługą Google za pomocą protokołu Exchange. Tak więc po wpisaniu adresu email i hasła - telefon sam sobie pobrał kontakty itp. 

wtorek, 25 stycznia 2011

Pożegnałem Gadu Gadu

Rok temu napisałem tą notkę. Wczoraj rozstałem się z protokołem Gadu-Gadu. Mam nadzieję że definitywnie;-) Podjąłem taką decyzję, gdyż coraz bardziej irytowała mnie niemożność wygodnego korzystania z komunikatora na kilku komputerach i telefonie. Oczywiście nie jest problemem zainstalowanie klientów na wszystkim czego używamy, ale to mocno upierdliwe bo historia rozmów nie jest w jednym miejscu, są problemy z przełączaniem dostępności, no i GG to jednak zamknięty protokół. Dlatego podjąłem decyzję o rezygnacji z jego używania w sposób bezpośredni. Jako główny protokół wybrałem Gtalka i podpiąłem do niego transporty GG. Musiałem tak zrobić ze względu na kilku znajomych którzy są antykomputerowi i już skonfigurowanie Gadu Gadu było dla nich dużym wyzwaniem;-)

Korzyści jakie odniosłem z przenosin - po pierwsze wszystkie rozmowy mam zarchiwizowane w koncie Google i nie ma znaczenia z której maszyny i klienta rozmawiałem. Po drugie - mogę się komunikować wygodnie za pomocą telefonu z Androidem i nie muszę w tym celu mieć na nim odpalonego drugiego komunikatora - wszystko dzieje się we wbudowanym Talk'u. Pewną wadą jest to, że nikt kogo nie mam w kontaktach nie może do mnie napisać za pomocą GG. Najpierw musi mnie poinformować iż chce korzystać z tego protokołu i podać mi swój numer. Dla wielu osób to może być poważna wada, ale dla mnie jest poważną zaletą - nareszcie zero znudzonych dupeczek które zawracają człowiekowi głowę od rana - "poklikash?'. 

Co i jak trzeba skonfigurować aby pozbyć się GG? Zapraszam do lektury...

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Bezpieczeństwo danych w telefonie

W XXI wieku coraz popularniejsze stają się wszystkomające i wszystkowiedzące komórki - czyli smartfony. Już dzisiaj zawierają oprócz listy kontaktów - maile, dokumenty prywatne i służbowe, hasła, skonfigurowane rozmaite oprogramowanie - to potężna baza wiedzy i możliwości. Za dwa lata najdalej - w komórce będziemy mieli kartę płatniczą. Komórka jest naszym pomocnikiem, przedłużeniem pamięci. Zbyt łatwo jednak ją stracić. Dlatego w cyklu mądry Polak PRZED szkodą - trzeba coś przedsięwziąć. Zestaw porad dotyczył będzie Androida, ale nic nie stoi na przeszkodzie w znalezieniu oprogramowania na inne platformy. 

Pierwszą, absolutnie podstawową sprawą jest oczywiście pilnowanie swojego telefonu. Nie zostawianie go gdzie popadnie, noszenie w kieszeni do której dostęp nie jest najłatwiejszy itd. To wie każdy, dlatego nie będę rozwijał tego wątku. Nawet najlepsze pilnowanie nie pomoże - czasem telefon zginie, zostanie skradziony, wypadnie z ręki na moście, rozjedzie go autobus, albo ktoś wyrwie go nam z ręki na ulicy i rączo ucieknie.  

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Dropbox - po co mi to?

Niedawno ze zdziwieniem odkryłem, że są ludzie którzy nie znają Dropboxa. Żyją nie korzystając z niego. Dziwne;-) Postanowiłem pomóc i wskazać do czego Dropbox może się w nowoczesnym świecie przydać. Artykuł ten zahaczy dodatkowo o dwa programy - KeePass Password Safe i CamScanner  Na początek krótkie info o samym Dropboxie - to wirtualny katalog w którym możemy za darmo przechowywać do 2GB danych. Dostępny jest w Windows za pomocą małego programiku, który pilnuje aby katalog na naszym komputerze był zsynchronizowany z serwerem. Katalog lokalnie zazwyczaj znajduje się w Moich Dokumentach. I tyle wiedzy ogólnej;-) Jeśli siadamy do komputera na którym nie ma zainstalowanej aplikacji - możemy się dostać do swoich plików na serwerze po prostu przez przeglądarkę internetową. Zaś na Androidzie, iPhone i paru innych urządzeniach - za pomocą małego, specjalnego klienta. 

Okienko Dropboxa

piątek, 10 grudnia 2010

Szybkie szukanie w kontaktach

Android jest systemem "mocno niedopracowanym". Stwierdzenie celowo wziąłem w cudzysłów, gdyż nie jest do końca prawdziwe. Można bowiem rozszerzyć możliwości telefonu właściwie bez większych ograniczeń. Ostatnio kolega "odkrył" że Android nie wyszukuje kontaktów po polach innych niz imię i nazwisko, oraz numer telefonu. A w przypadku dużej książki, gdzie kontaktów odpowiednio opisanych są setki - to poważny problem. Czasem trzeba szukać po polu firma, czasem po polu notatki. I tutaj z pomocą przychodzi jak zwykle niezawodny Market. Pierwszym programem na który trzeba zwrócić uwagę jest dialer Star Contact.